Tak bardzo przyzwyczajeni jesteśmy do korzystania z chemioterapii w chorobach nowotworowych, że stało się to już regułą w naszym postępowaniu leczniczym. Nie można nic powiedzieć przeciwko tej formie leczenia, ponieważ na dzień dzisiejszy, jest to najskuteczniejsza nasza broń, którą dysponujemy przeciwko tej chorobie. Wielu chorych tak bardzo wierzy w chemioterapię, że uważają ją za jedyny środek skuteczny w walce z rakiem. Całkowicie zgadzam się z tym tokiem myślenia, ale wszakże pod jednym warunkiem. Ta forma leczenia nie może być ciągnięta w nieskończoność, to znaczy powielana regularnie aż do wyniszczenia naszego organizmu. Ta metoda wielokrotnego powtarzania chemioterapii lub radioterapii, prowadzi w rzeczy samej do zagłady nas samych. Przecież jest bardzo duże prawdopodobieństwo , że po każdej terapii powstają nowe niespodziewane przerzuty, które obligują nas do wzięcia następnej terapii i tak w kółko. Delikatnie mówiąc, tracimy po kolei partie naszego ciała, zatruwamy zdrowe komórki lub żywotne organy bez których nie możemy dłużej żyć. Nasza wiara w tą formę leczenia jest już tak duża, że nie potrafimy nawet pomyśleć jak w inny sposób powstrzymać tą podstępną chorobę. Ta filozofia myślenia prowadzi nas w ogólnym rozrachunku, to tego, że nasz wyniszczony organizm, po pewnym czasie, nie ma już dość sił aby się dalej bronić. Ta strategia wielu chorych przypomina mi ogrodnika w którego pięknym i zadbanym ogrodzie, wyrosło niechciane i chore drzewo. Otóż ten ogrodnik z ogromną starannością i cierpliwością przycina gałązki i wypustki na na tym chorym drzewie w nadziei, że tym sposobem problem chorego drzewa zniknie z jego ogrodu, a przynajmniej się nie rozrośnie. Nie stać go na to, aby niechciane drzewo lub krzew wykopać, wypalić, lub usunąć z korzeniami. Na efekty tego zachowania nie trzeba długo czekać. Z chorego drzewa regularnie wyrastają następne i następne gałązki, które należy usunąć aby choroba nie rozeszła się na cały ogród. Mimo tych wszystkich zabiegów i tak co chwila dochodziło do zarażenia innych roślin, które musiały być usunięte z ogrodu zubożając i wyjaławiając tak zadbany i piękny do tej pory ogród. Nie zapominajmy jednocześnie, że te chore drzewo cały czas czerpie witaminy, minerały, wodę z gleby ogrodu zabierając w ten sposób innym rośliną tak potrzebne do życia składniki. Chociaż już sam nawrót choroby powinien dać nam wiele do myślenia, brniemy dalej w ufności, że jest to jedyna i cudowna metoda do powrotu naszego dawniejszego zdrowia. Chemioterapia w rzeczy samej, usuwa już powstałe skutki choroby ale nie zapobiega ich powstaniu. Dlaczego tak wielu chorych brnie tą drogą, która przecież już wielu innych przedtem wyprowadziła na manowce? Dlaczego jesteśmy tacy uparci i zarazem bezradni w naszych poczynaniach w walce z tą chorobą?
Komentarze