Już z samego tematu, można wywnioskować o czym chciałbym w tym poście napisać. Nie chodzi tu o choroby typu katar czy przeziębienie, ale o choroby nowotworowe. Już na samym początku, od momentu uzyskania informacji, że jesteśmy chorzy, nasze szanse na wygraniu tego wyścigu są znikome. Dlaczego tak się dzieje. Dlaczego tak wielu ludzi przegrywa ten najważniejszy bieg swego życia. Czyżby był to wyścig nie do wygrania?. Jak to się dzieje, że niektórzy a jest ich garstka potrafią sobie dać radę z tą tak zwaną nieuleczalną chorobą. Czym się ci ludzie różnią od nas, że to potrafią. Te i inne tego typu pytania prześladują nas cały czas chociaż nie zdajemy sobie sprawy z tego, że każdy z nas ma w sobie cudowny mechanizm samo uzdrowienia. Problemem jest tylko to, jak po niego sięgnąć. W początkowej fazie choroby człowiek nie jest w stanie myśleć realnie. Stając do wyścigu o swoje wyzdrowienie nie stoi na lini startu gdzie powinien zająć swoją pozycję ale szykuje się do tego biegu gdzieś całkiem...